niedziela, 2 czerwca 2013

CHAPTER 1

 *JASMINE*
-Kochanie ! Spóźnisz się do szkoły! - Głos mamy dobiegał zza moich drzwi.
-Jeszcze  pięć minut! Maaamoo! Proooszę! - byłam zdesperowana, żeby zostać w łóżku chociaż kilka minut dłużej.
-Jasmine Bethany Wilson, za piętnaście minut widzę cię w kuchni! - zawołała mama.
-Dobrze, już wstaję. - krzyknęłam niechętnie.
A tak w ogóle... dlaczego nie zadzwonił mój budzik? Spojrzałam na telefon. No tak - bateria się rozładowała. 
-Trudno, pójdę bez ciebie - mruknęłam pod nosem i poszłam do łazienki. Po porannych czynnościach wróciłam w ręczniku do pokoju i założyłam przygotowane dzień wcześniej ubrania .Po około 15 minutach zabrałam torbę z zeszytami i zeszłam na śniadanie.
- No proszę, jak chcesz to potrafisz skarbie- uśmiechnęła się mama. Podeszłam do niej i pocałowałam ją w czoło.
-Gdzie tata? - byłam trochę zdziwiona, bo zwykle o tej porze tata siedział z nami przy śniadaniu.
-Pojechał do firmy. Jakieś pilne zlecenie czy coś w tym stylu. Wyszedł bardzo wcześnie. - odpowiedziała mi mama kierując się do garażu. Też wybierała się tak wcześnie do pracy? Nawet nie zdążyłam zapytać, bo już zamykała za sobą drzwi.Ja na szczęście do szkoły jeżdżę z dziewczynami.
Kończyłam jeść śniadanie, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. 
-Otwarte! - krzyknęłam, bo wiedziałam, że to moje przyjaciółki.
-Chcecie sok? - zapytałam jak tylko weszły do kuchni.
- Nie, dzięki. Chodźmy, bo się spóźnimy. 
-Liz, Ty też? 
-Ale co?
-No, wszyscy mnie dzisiaj pospieszają...
-Kochana, za 10 minut zaczynają się lekcje! 
Ups, nie zauważyłam, że jest już tak późno.
-Dobra, chodźmy.  
Zamknęłam drzwi, schowałam klucze do torebki i wsiadłyśmy z dziewczynami do samochodu  Clarie. 
Ten wóz kupili jej rodzice na 17 urodziny. Cacko prawda ?

Kiedy dotarłyśmy do szkoły zadzwonił dzwonek. Poszłyśmy na lekcje. Gdy zaczęła się pierwsza lekcja, do klasy wkroczył dyrektor - pan Jeffey.
- Wiem, że jest połowa roku, ale do naszej szkoły dołączył kolejny uczeń. Będzie uczęszczał do waszej klasy, więc ciepło go przyjmijcie i zajmijcie się nim. Nazywa się Paul Thomson. 
- Ugh, pewnie jakiś wyrzutek, który nie miał przyjaciół i był gnębiony w szkole. - szepnęła mi do ucha Clarie.
-Clarie! Nie bądź taka, wejdzie to zobaczymy, może okaże się, że jest w porządku? - odpowiedziałam przyjaciółce. Kiedy dalej rozmawiałyśmy na temat 'nowego', do klasy wszedł przystojny chłopak. 
-Clarie, chyba jednak to nie jest taka pokraka jak myślałyśmy... - powiedziała Liz, z szeroko otwartymi oczyma. Nie mogła oderwać oczu od chłopaka, zresztą inne dziewczyny też. A na czele nasza klasowa piękność - Miranda. 
-Dziewczyny, patrzcie. Nasza modliszka już myśli jak schwytać ofiarę... - powiedziałam do przyjaciółek i przewróciłam oczyma. Zaczęłam czytać temat z podręcznika. Czym one się zachwycały? Chłopak jak każdy inny, może i jest przystojny, ale wygląda na ogromnego bubka. 

 *PAUL*
Wszedłem do klasy. Tak jak się spodziewałem - wszystkie oczy zwróciły się na mnie. Boże, jak ja nienawidzę być w centrum uwagi. Przywitałem się z nauczycielką, która skierowała mnie do jedynej wolnej ławki z samego tyłu klasy. To dobrze, będę mógł wszystko obserwować a inni nie będą się przynajmniej gapić. Usiadłem i wyjąłem podręczniki, które kazano mi kupić kiedy poszedłem zapisać się do szkoły.
Wszystkie dziewczyny szeptały coś między sobą, chłopcy zresztą też. Poczuli zagrożenie? Uśmiechnąłem się sam do siebie... Wiem jak działam na dziewczyny, ale zbytnio mnie to nie interesowało. Miałem ważniejsze rzeczy do zrobienia niż uganianie się za dziewczynami. Gdy dokładniej rozejrzałem się po klasie zobaczyłem, że jedna - czarnowłosa nie zwraca na mnie uwagi. Zaintrygowało mnie to. Wiedziałem, że jest inna. Ale musiałem się dowiedzieć w jaki sposób. 
Przez całą lekcję nie mogłem oderwać od niej wzroku, a ona nie spojrzała na mnie ani razu...

                                                                          Lunch. 
                                       
*JASMINE*
-Ale widziałaś jakie ma oczy?
-On MUSI być mój!
-Jaki tyłeczek, rany.
-Stary, przecież on nam sprzątnie najlepsze dziewczyny sprzed nosa. Coś z tym trzeba zrobić.
Wszyscy w okół nie mieli innego tematu. Ciągle gadali na temat nowego. Oczywiście wszystkie inne dziewczyny ze szkoły gdy go zobaczyły robiły maślane oczy i ciągle się na niego gapiły. Okazało się, że nikt nie wiedział o nim nic. Wszyscy pierwszy raz zobaczyli go, po wyjściu z lekcji. To znaczy, że musiał przyjść spóźniony, tak, żeby nikt go nie widział. Cwaniak. Ale i tak mi się nie podoba, na pewno jest jakiś zadufany w sobie.
-Cześć piękna. - spojrzałam w górę i zobaczyłam, że dziewczyny przyprowadził do naszego stolika Jacka. O nie, przecież ten koleś nigdy się ode mnie nie odczepi.
-Cześć. Ty nie masz treningu czy czegoś w tym stylu? - gdy tylko to powiedziałam, dziewczyny zgromiły mnie wzrokiem. No tak, zapomniałam. One chcą mnie zeswatać z tym... chłopakiem. Tyle razy im mówiłam, że nie potrzebuje chłopaka, a na pewno nie takiego. Koleś, który na każdej imprezie liże się z inną laską, ma kupę kasy, myśli, że może mieć wszystko czego tylko chce.... nie, to nie moje klimaty. A za mną ugania się tylko dlatego, że cały czas odrzucam jego 'zaloty' i mówię stanowcze NIE na każdą zaproponowaną randkę. Nie chcę być kolejną 'zdobyczą' tego oto samca. O nie. 
-Nie, przyszedłem zapytać czy...
-Nie, nie, nie... - przerwałam chłopakowi w połowie zdania, ponieważ wiedziałam do czego zmierza.
-Ale dlaczego.. zresztą nie pozwoliłaś mi dokończyć. Chciałem zapytać czy zgodziła byś się pójść ze mną w sobotę do kina. Zaraz po filmie odprowadzę cię do domu. Proszę. Nie daj się prosić, tyle razy odrzucałaś zaproszenie. - Jack popatrzył na mnie i chwycił mnie za rękę. Jego ton głosu wręcz mnie rozśmieszał, był taki... błagalny.
-Jas, no idź z nim, widzisz przecież jak się stara. Przecież to tylko kino. No nie odmawiaj mu kolejny raz. - Liz szepnęła mi do ucha i puściła do mnie oczko.
No dobra, niech mu będzie ale to tylko kino.
-No... ok. 
-Super! To w sobotę o 20.00 jestem pod Twoim domem. - Blondyn uśmiechnął się i poszedł do 'swoich ludzi'.
-Widzisz, tak ciężko było powiedzieć tak? - Clarie spojrzała na mnie 
-Mówiłam wam przecież, że i tak nic z tego nie będzie. 
-Oj, zobaczymy, zobaczymy- Zachichotała Liz

*PAUL*
Siedziała z dwoma dziewczynami. To chyba jej przyjaciółki. A ten blondasek to kto? Pewnie jej chłopak. Szkoda. Zupełnie do siebie nie pasują, on wydaję się taki płytki. Ona jednak ma w sobie to COŚ. Muszę ją poznać. To pierwsza dziewczyna, która tak mnie zainteresowała... Muszę dowiedzieć się o tej Czarnowłosej czegoś więcej. Tak... to jest teraz mój priorytet.



___________________________________________________________________________________
Tak i mamy pierwszy rozdział. Jak Wam się podoba? Jak na razie nic się nie dzieje, ale zobaczymy co będzie dalej. :) 
Przepraszam za wszystkie błędy, mam nadzieję, że mi wybaczycie, bo dopiero zaczynam :) 
Liczę na komentarze i uzasadnioną krytykę, ale proszę Was - bez złośliwych hetów. Przyjmę każdą krytykę, ale przejmować się będę tylko tą UZASADNIONĄ :) 

Pisanie traktuję jako przyjemność, chęć sprawdzenia się w czymś nowym.
Jeśli chcecie być informowani o nowych rozdziałach to piszcie pod rozdziałem.

To chyba tyle. Dziękuję za uwagę i zapraszam do czytania ♥.

6 komentarzy:

  1. Super ! Podoba mi się :) Pisz dalej < 3

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestę zającę! Czekam na następny ^^.
    + http://simply-happy-life.blogspot.com/
    ++ http://every-dream-can-come-true.blogspot.com/
    Zapraszam :D

    OdpowiedzUsuń
  3. boskie ;) potrafisz pisać co się ceni , pisz jak najwięcej bo piszesz naprawdę fajnie ;)

    OdpowiedzUsuń